Studia wyższe tylko dla wybranych?

            Moim zdaniem tak właśnie powinno być, studiować powinni tylko najlepsi studenci w porządnych uczelniach, gdzie wykładają najznakomitsi profesorowie. Zamiast tego mnożą się nam uniwersytety, szkoły wyższe wyrastają jak grzyby po deszczu a kadra naukowa, aby podreperować swoje zarobki pracuje na kilku uczelniach. Władze tych instytucji oczywiście się na to godzą, bo działają wg zasady jak ty mi dziś odmówisz to jutro ja zrobię tobie to samo. Dlatego nikt się nie wyłamuje i dzięki temu każda akademia, politechnika czy uniwersytet ma prawem wymaganą liczbę pracowników naukowych a bylejakość i dziadostwo kwitnie. Obniżanie jakości nauczania dotyczy nie tylko mniejszych szkół wyższych, ale także najlepszych uczelni w kraju.

           Narzekają na szkolnictwo wyższe już wszyscy: studenci, wykładowcy, politycy oraz pracodawcy. Ambitni i mądrzy studenci nie chcą tracić czasu na zajęcia prowadzone przez wykładowców, których wiedza zatrzymała się na latach siedemdziesiątych XX wieku, nie chcą mieć zajęć z jednego przedmiotu przez dziesięć godzin, bo profesor może tylko raz w miesiącu przylecieć do kraju. Pracownicy naukowi i dydaktyczni zamiast pogłębiać swoją wiedzę, prowadzić interesujące badania naukowe, zachęcać studentów do dalszego rozwoju skupieni są na wewnątrz uczelnianych gierkach i wojenkach o władze, stanowiska, stopnie naukowe i oczywiście pieniądze. Ci mądrzejsi po kilku latach „siłaczkowania”, gdzie uczciwość i ciężka praca zamiast oczekiwanych efektów przynosi tylko kpiny i szyderstwa ze strony otoczenia, ucieka za granicę gdzie robi kariery naukowe.

          Na samym końcu sfrustrowanych polskim szkolnictwem wyższym mamy pracodawców, którzy zamiast wykształconego i dobrze przygotowanego pracownika otrzymują najczęściej młodego roszczeniowego, powierzchownie wykształconego człowieka, bez żadnej praktyki. Chlubnym wyjątkiem są niektóre politechniki, gdzie studenci w kołach naukowych tworzą prawdziwe cuda i po nich kolejka ustawia się już po trzecim roku studiów. Zatem jak powinno wyglądać kształcenie w Polsce, aby student uczył się tego co chce i co go interesuje, nauczyciel akademicki miał satysfakcje i pieniądze a firmy dobrze przygotowanych pracowników?

          Po pierwsze musimy skończyć z mitem wyższego wykształcenia dostępnego dla wszystkich, bo jest to za drogie, nieefektywne i w niektórych dziedzinach pozbawione sensu. Od razu słyszę ten chór głosów odsądzających mnie od czci i wiary. Zanim mnie jednak co niektórzy zlinczują niech się chociaż na chwilę pochylą nad moimi argumentami. Weźmy przykład uczelni kształcącej leśników, które co roku wypuszczają na rynek pracy około 1200 absolwentów a pracę w swoim zawodzie znajduje około 500 osób. Studia leśne nie należą do łatwych i przyjemnych. Studenci, którzy je wybrali muszą naprawdę ciężko pracować, aby je ukończyć. Pomijam sprawę jak one przygotowują przyszłych leśników do późniejszej pracy, ale zwracam uwagę jaki ogromny potencjał ludzki się marnuje. Ponad 57% absolwentów nigdy nie znajdzie pracy w swoim zawodzie, bo zapotrzebowanie jest dużo niższe niż ilość chętnych.

          Następne pytanie jakie się rodzi dotyczy tego czy na wszystkie stanowiska w Lasach Państwowych czy Parkach Narodowych potrzebni są pracownicy z wyższym wykształceniem. W tej kwestii także będę miała odmienne zdanie niż większość. W chwili obecnej na stanowiskach leśniczych czy podleśniczych pracują już w większości osoby z tytułem inżyniera magistra leśnictwa. W biurach na stanowiskach urzędniczych także większość posiada wyższe wykształcenie. Patrząc na przekrój obowiązków i prac jakie wykonują co najmniej połowa zatrudnionych nie musi posiadać wyższego wykształcenia.
           Wniosek nasuwa się sam, marnujemy pieniądze, czas, infrastrukturę na kształcenie kadr, której umiejętności wykorzystywane są tylko w niewielkim procencie. Szacuję na podstawie swoich obserwacji (pracowałam siedem lat w nadleśnictwie), że tak naprawdę w Polsce rocznie powinno się wypuszczać na rynek pracy około 300 absolwentów studiów leśnych. Widzimy, że około 900 osób niepotrzebnie kształcimy w tym kierunku. Pracownicy tzw. średniego szczebla w tym podleśniczowie powinni kończyć swoją edukację na porządnych technikach leśnych zakończonych ewentualnie dwuletnimi szkołami pomaturalnymi, gdzie większość godzin dydaktycznych stanowiłyby praktyki.

            Na przeciwnym biegunie niż leśnictwo znajdują się absolwenci studiów medycznych, których mamy co najmniej o 30 tys. za mało. Rocznie mury uczelni medycznych opuszcza około 4,5 tys. absolwentów z czego około 10% stanowią obcokrajowcy a drugie 10% absolwentów wyjeżdża z kraju. Biorąc pod uwagę, że cykl kształcenia lekarzy trwa około dziesięć lat to, aby uzupełnić brakującą liczbę lekarzy oraz zastąpić lekarzy odchodzących na emerytury co rok przez najbliższe lata powinno przyjmować się na studia medyczne około 9 tys. studentów. Nie będę się wypowiadać o sposobie zdobywania specjalizacji przez lekarzy, ponieważ jest to temat na odrębny artykuł.

          Przy okazji studiów medycznych w Polsce obserwujemy zjawisko drenażu naszych lekarzy przez bogate, zachodnie kraje. Koszt wykształcenia lekarza w Polsce kształtuje się na poziomie około 300 tys. zł, przy czym dotyczy to tylko sześciu lat studiów. Przy tej okazji uważam, że należy powrócić do dyskusji o odpłatności za studia wyższe w powiązaniu z latami przepracowanymi w Polsce. Sposób odpłatności za studia powinien dotyczyć wszystkich kierunków natomiast kierunki strategiczne i istotne dla państwa powinno się kredytować studentom w taki sposób, że spłata kredytu studenckiego byłaby zmniejszana za każdy przepracowany rok w kraju na określonym stanowisku. Okres obowiązkowej pracy mógłby wynosić np. 10 lub 12 lat w zależności od długości studiów. Po tym czasie wygasałby dług byłego studenta wobec państwa a państwo miałoby zagwarantowaną stabilność zatrudnienia w priorytetowych gałęziach gospodarki.

          Wprowadzając odpłatność za studia w naturalny sposób zostałaby uregulowana liczba studentów. Młody człowiek chcący studiować musiałby podjąć decyzję, czy wybiera studia odpłatne i studiuje co chce i na własną odpowiedzialność czy decyduje się na studia skredytowane przez państwo, ale z możliwością umorzenia kredytu po 10 lub 12 latach pracy w Polsce. Pieniądze pobierane przez państwo z tytułu odpłatności za studia należałoby przeznaczyć na prowadzenie badań naukowych oraz na mecenat i promocję kultury i sztuki.

          Słyszę już pytania jak to powinno wyglądać w praktyce. Otóż weźmy taką politechnikę, na których większość kierunków powinno być kredytowane przez państwo ze względu na bardzo szybki rozwój cywilizacyjny na którym powinno nam zależeć. Studenci kierunków technicznych powinni przez pierwsze lata studiów zgłębiać wiedzę teoretyczną popartą przeprowadzanymi doświadczeniami oraz praktykami w wyselekcjonowanych zakładach przemysłowych posiadających własne laboratoria badawcze. Zakładom powinno opłacać się prowadzenie praktyk studenckich, poprzez stworzenie odpowiednich zachęt podatkowych. Ostatnie dwa lata studiów oraz pisanie prac magisterskich powinno polegać na przeprowadzeniu badań naukowych, zleconych przez firmy w których studenci odbywali praktyki.

          Student pod opieką swego promotora, będącego członkiem zespołu badawczego skierowanego przez uczelnię do wybranej firmy przeprowadza w ramach pracy magisterskiej badania nad wydzieloną częścią jakiegoś dużego projektu. Oprócz studentów w pracach badawczych danej firmy biorą udział także pracownicy dydaktyczno-naukowi, którzy prowadzą badania w ramach doktoratu. Wtedy zarówno student jak i doktorant mają satysfakcję, że ich praca będzie do czegoś pożytecznego wykorzystana a być może przyczynią się do jakiegoś ważnego odkrycia naukowego. Powinniśmy jak najszybciej skończyć z pisaniem prac magisterskich czy doktoratów, które po obronie w większości zarastają kurzem w bibliotekach uczelnianych. Polska myśl techniczna ma szansę być najlepsza na świecie pod warunkiem synergii uczelni, studentów, naukowców, biznesu i państwa. Współdziałanie tych wszystkich podmiotów oparte na zdrowych zasadach pozwoli im czerpać korzyści z tworzenia nowoczesnych technologii.

          Na jeszcze jedną rzecz chcę zwrócić uwagę, aby uczelnie mogły zawalczyć o swoich najlepszych studentów muszą im zapewnić dobre wynagrodzenie oraz optymalne warunki rozwoju. Na uczelniach technicznych, przyrodniczych czy medycznych trzeba pobudować nowoczesne laboratoria oraz jak najczęściej sprowadzać na wykłady, konferencje najwybitniejszych ludzi nauki w poszczególnych dziedzinach. Bez dostępu do najnowszej i najbardziej aktualnej wiedzy naukowej bardzo trudno będzie nadgonić świat. Zatrzymanie najlepszych i najzdolniejszych absolwentów to dopiero połowa sukcesu, następnym krokiem jest zmiana organizacji uczelni oraz sposób awansowania i nagradzania jej pracowników. Nie wszyscy pracujący na uczelni chcą zajmować kierownicze stanowiska, jedni chcą się poświęcić pracy naukowej, inni są bardziej zainteresowani dydaktyką, dlatego władze uczelni winne o to zadbać poprzez zbudowanie odpowiedniej struktury.

          Struktura naszych uczelni powinna się zmienić z kilku powodów, powinniśmy odejść od tego, aby za wszelką cenę pracownik dydaktyczny był także pracownikiem naukowo-dydaktycznym. Powinniśmy stworzyć możliwość awansu i rozwoju tym wykładowcom, którzy świetnie wykładają, potrafią w bardzo przystępny sposób tłumaczyć najbardziej zawiłe twierdzenia i zadania, ale niekoniecznie chcą się zajmować pracą naukową. Na ich barkach powinien spocząć ciężar teoretycznego przygotowania studentów na pierwszych latach studiów. W latach późniejszych pieczę nad studentami przyjmowaliby pracownicy naukowi, którzy nie musieliby tracić swojego czasu na nauczanie podstaw, ale zajmowaliby się już ze studentami praktyczną stroną badań. Taki podział zadań umożliwiłby pracownikom naukowym na prowadzenie badań naukowych przy pomocy studentów posiadających już wiedzę teoretyczną.

           Kolejnym bardzo ważnym zagadnieniem jest program studiów i wyrzucenie z niego takich przedmiotów, które niczego nie wnoszą w procesie nauczania a są w programie tylko dlatego, że nikt nie ma odwagi, aby je z nich usunąć. Wielu dobrych studentów rzuca studia właśnie przez takie przedmioty nie chcąc tracić czasu na niepotrzebne rzeczy. Wystarczy spytać studentów informatyki czy programowania, ile tak naprawdę przedmiotów nauczanych podczas studiów wykorzystują podczas pracy zawodowej czy naukowej. Przeładowanie programów studiów ma także miejsce na akademiach czy uniwersytetach. W końcu ktoś powinien przejrzeć jakich przedmiotów się naucza i czemu mają one służyć.

           Kilka zdań chcę jeszcze poświecić uczelniom humanistycznym, których rola przez ostatnie lata bardzo się zdewaluowała. Niestety dzieje się to ze szkodą dla naszego społeczeństwa, które zostało pozbawione jednego pokolenia, które profesjonalnie i na najwyższym poziomie zajmowałoby się kulturą i sztuką. Zabrakło wsparcia państwa przy promocji i wspieraniu młodych artystów przez duże A. Stosunkowo długo czekamy na następców Szymborskiej, Miłosza, Herberta czy Różewicza. Trudno będzie dorównać tej „wielkiej czwórce” przez młodych, polskich poetów i pisarzy. Ostatnie liczące się nazwiska wśród pisarzy i poetów to osoby już dojrzałe ponad pięćdziesięcioletnie a młodych, gniewnych i utalentowanych na horyzoncie niestety nie widać lub są nieznani. Taką samą sytuację mamy wśród malarzy, rzeźbiarzy i innych sztuk pięknych. Branża filmowa od czasu do czasu odnosi sukcesy, ale nie zastąpi ona pozostałych sztuk pięknych.

          Państwo dla swego własnego dobra powinno zadbać i zainwestować w tworzenie dobrych uniwersytetów i akademii sztuk pięknych, ponieważ właśnie tam powinny wykuwać się najważniejsze idee, myśli ekonomiczne czy filozoficzne. Rolą państwa powinno być regulowanie liczby miejsc na poszczególnych kierunkach studiów, które byłyby kredytowane tym studentom, którzy podejmą decyzję o pracy w Polsce. Zwiększanie lub zmniejszanie limitu miejsc na poszczególnych kierunkach powinno być uzależnione od potrzeb biznesu, rozwoju gospodarczego czy realizacji strategicznych celów państwa.

          Należałoby także rozważyć kształcenie dobrych księgowych, pracowników administracyjnych, urzędników i innych zawodów w ramach dwuletnich szkół pomaturalnych, gdzie zamiast wiedzy teoretycznej tacy ludzie powinni praktycznie uczyć się zawodu. Znaleźć dziś osobę, która pomimo ukończonych studiów ekonomicznych czy prawnych potrafi księgować czy napisać prawidłowo decyzję odmowną z uzasadnieniem graniczy wręcz z cudem. Nadszedł najwyższy czas, aby zweryfikować podejście do szkolnictwa wyższego i przywrócić do łask szkolnictwo zawodowe. Nie tylko mniej kosztuje, ale przynosi dużo większe korzyści, ponieważ takie szkoły wypuszczają na rynek pracy dobrze przygotowanego i wykwalifikowanego pracownika.

          Opnie, które przedstawiłam na temat szkolnictwa wyższego wyrobiłam sobie w trakcie swojej pracy zawodowej, gdzie byłam pracownikiem, pracodawcą i przedsiębiorcą. Nie wszystkie mogą się podobać, ale to co napisałam może stanie się przyczynkiem do poważniejszej dyskusji na ten temat. Bardzo chętnie opublikuje na swojej stronie Zasłyszane w Bieszczadach inne opinie, niekoniecznie zgodne z moimi poglądami.
                                               Ewa Sudoł

O czym przeczytacie Państwo w następnych dniach

Wkrótce Państwo przeczytacie:
 Bieszczadzkie Pogotowie Ratunkowe -podsumowanie
Wojna plemion
Marian Nosal -poeta pojednania
Zasłyszane w Bieszczadach - portal opinii
Wszelkie prawa zastrzeżone
Redaktor Naczelny - Ewa Sudoł
Liczba odwiedzin: 46487
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem